Sz(ż)ycie z dzieckiem

Często pytacie, jak wygląda szycie przy małym dziecku? Gdybym miała określić to jednym słowem to… INACZEJ. Po prostu. Ale da się 😉 Do szycia wróciłam bardzo szybko – jakieś dwa tygodnie po porodzie już coś tam szyłam (choć na początku raczej akcesoria, bo figura potrzebowała trochę czasu, by wrócić do formy). I jak wam pisałam TU na blogu – szyłam praktycznie do momentu pojawienia się pierwszych skurczy porodowych!

Oczywiście szyję mniej niż przed ciążą, ale to chyba normalna kolej rzeczy. Teraz moim czasem zarządzam inaczej, ale myślę, że na tyle umiejętnie, że i dziecko jest szczęśliwe, że ma mamę i mama jest szczęśliwa, że ma dziecko i… czas na szycie 😊

Jak zatem udaje mi się szyć przy małym dziecku?

 

Odpuść

Musiałam nauczyć się odpuszczać. Nigdy nie lubiłam zostawiać niedokończonych projektów, zwykle miałam plan na dany dzień, co chcę zrobić i większości udało się realizować założenia… Ale przy dziecku się po prostu czasem nie da… I na początku trochę mnie to frustrowało. No przecież tylko jeden ścieg, tylko jedna dziurka mi została do obszycia, ale drzemka się skończyła/była pora karmienia/przewijania itp. i trzeba było wyłączyć maszynę. Czasem udawało się za chwilę do niej wrócić, a czasem wracałam szycia dopiero po kilku dniach. Teraz już mnie to nie frustruje – teraz cieszę się, że udało się „coś” zrobić – i im szybciej się takie nastawienie przyjmie, tym więcej radości z szycia 😊

Zaangażuj

Lili od małego angażuję w to, co na co dzień robię w domu (pranie, gotowanie, sprzątanie), zatem także w szycie. Czasem proste ściegi wykonuje ze mną na kolanach, uwielbia bawić się wstążkami i nićmi, kawałki materiałów lubi obejrzeć z każdej możliwej strony. Ręczne szycie zawsze zostawiam na czas zabawy z Lili. Bawiąc się na macie z dzieckiem w międzyczasie np. podszywam sukieknę. Jak Lili była młodsza to uwielbiała leżeć i patrzeć jak szyję, czasem wystarczyło jedną nogą bujać, a druga kontrolować szybkość ściegu.  Teraz jest zbyt mobilna, by usiedzieć w jednym miejscu, zatem trzeba wymyślać kreatywne zabawy.

Organizuj (się)

Często wykroje przygotowuję, gdy Lili śpi – ten etap tworzenia najmniej ją interesuje, a z drugiej strony wymaga on ode mnie skupienia, by przenieść poprawnie wszystkie elementy wykroju. Zatem ten proces tworzenia zostawiam zwykle na wieczór. Jeśli wystarcza sił, to staram się od razu wykrój rozłożyć na materiale i go wykroić.

Wybieraj

Czasem trzeba wybrać… czy posprzątać mieszkanie, czy coś dla siebie uszyć. Ale wychodzę z założenia, że lepiej być szczęśliwa nieperfekcyjną panią domu niż nieszczęśliwą perfekcyjną panią domu! Oczywiście staram się jak najlepiej godzić wszystkie obowiązki, ale świat się przecież nie zawali, jak pranie poczeka aż skończę szyć nową sukienkę, prawda?

Wsparcie

Bez wsparcia męża z pewnością nie udało by się aż tyle szyć (choć wiadomo, że wciąż jest niedosyt). Kiedy on zajmuje się Lili wiadomo, że praca idzie mi wówczas sprawniej, bo skupiam się tylko na szyciu. Córka chyba polubiła pasję mamy, bo często gdy ma czas z tatą przychodzi na chwilę popatrzeć, co nowego tworzę i zawsze z pełnym zaangażowaniem obserwuje, co robię.

 

Także wszyscy Ci, którzy byli zainteresowani, jak to ogarniam – to właśnie tak. Wystarczy chcieć. A uwierzcie mi, że Lili jest bardzo absorbującym dzieckiem – nie usiedzi w miejscu dłużej niż kilka sekund, musi dostawać co jakiś czas nowe zajęcia, bo szybko się  nudzi, od małego w dzień bardzo mało śpi (na szczęście w nocy jest super!). Ale ja jestem taka sama z natury – od małego szybko się nudziłam i miałam bardzo wiele pasji. Moi rodzice się śmieją, że ta moja szyciowa pasja trwa zaskakująco długo! 😉

 

PS 1. Jak zobaczycie na zdjęciach – moja pracownia to skarbnica najlepszych zabawek 😉

PS 2. Zdecydowanie trudniej jest mi teraz fotografować swoje projekty, ale staram się jak mogę, by blog nadal „żył” 😉